Oj, obfity byl ten koniec tygonia, nie powiem.Poczawszy od czwartku, ktory okazal sie slodko-kwasny [kwasny z powodu nie pojscia do kina na "Pasje" z winy szacownego grona poedagogicznego III L.O. w Kaliszu :/; slodki z powodu koncertu Tasiorkow&Co.].Spokojny piatek oraz ciekawa sobota [kiedy pisze te slowa jeszcze nie jestem pewna czy bede mogla goscic na koncercie MATEUSZA (chrzescijanski metal i te sparwy ... muehe :D), ale badzmy dobrej mysli].Hjees…

Czy mam na dzisiaj jakies wieksze wywody filozoficzne?Nie, ta wszechobecna beznadzieja sprawia, ze w ogole nie chce mi sie myslec, nie chce mi sie nic robic.Chyba musze sie zaczac leczyc specjalnym lekarstwem [psychotropy?].

Unfaithful with bike ;P.