genro blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

ooo ho.

1 komentarz

Koncert byl calkiem udany, chociaz musze przyznac racje panom, ze w ZWMie to jakos tak…bardziej klimatycznue bylo.W kazdym razie – koszulka w strzepach, krew z ust, glan na spodniach.Definicja dobrego pogo?
Pomimo calej wspanialosci pana G., to bardziej pdobal mi sie wystep Strom’u [czyjakonisietam...] – duetu smyczkowego.Niestety, Kasia musiala sie ulotnic w polowie ich szołu [konflikt pokolen: imperium kontratakuje].

A sobotni wieczor spedzon byl w „lepszym siedlisku technofanow” [Brok uelkom to] na urodzinach dwoch cudownych pan.Bylo b.przyjemnie, aczkolwiek mam wyrzuty sumienia, ze zaciagnelam tam P.Hm, przynajmniej mial mnie kto bronic przed dziwnymi napastnikami [pan z broda po 40 oraz jakis dziwny koles].

Z kolei dzisiejszy dzien rozpoczelam calkiem milo, bo kubkiem [z Malyszem!] goracej czekolady o smaku marcepanu.
A jutro znowu poniedzalek.
Why I don’t like mondays?

Hm, nie taka znowu samotna.Ale zla – coraz czesciej.Jakbym z planety byla zimnej.Jednakze to nie przez planete, ale narastajace konflikty…pokolen.
Coz, w koncu moge sie poczuc jak prawdziwa nastolatka z problemami.

Czasami czuje, ze musze uciec.
Najlepiej do wlasnego mieszkania [ktorego jeszcze nie posiadam, ale bede robila w tym kierunku wiele; moze ktos wie, jak znalezc sponsora?].

Wchodzimy do ostatnio b.popularnego lokalu, w ktorym to odbywalo sie „Salsa&BlackRythms Party”; Panowie przy „kasie” zachecaja nas slowami, ze bedzie swietna muzyka, jaka jest wlasnie owa salsa i czarne rytmy, na co ja:
-Oj, czarne to beda na pewno…
I w tym momencie P. zdejmuje kurtke ukazujac tym samym swa bluze z nadrukiem Rammsteina; Pan nr 1:
-Ohoho…Rammstein…nie no, nie o takie „czarne brzmienia” nam chodzilo.

A wlasnie – jak to slusznie zauwazyl „najmhhroczniejszy z mhhhrocznych” – „glaniastych” bylo tam wiecej niz na Wolfstocku.
Czyli jednak wyszlo na moje.

Proces uzalezniania zaczyna byc coraz silniejszy…

Dobra – to kiedy jakies dlusze wolne?
Dopiero sie zaczelo, a mnie sie juz odechcialo.
Niedobrze.
Ale dam rade.
Chyba.

Rodzice prowadza ze mna dziwne rozmowy.Musze to ukrocic.Hm, cios prosto w serce? :P

A ja powoli zaczynam sie uzalezniac…

A no bo to tak bywa, ze pies sie topi – lancuch plywa.Ale tym razem to nie byl pies [tym bardziej topiacy sie], tylko kot.Z pazurkiem.I to w glowie!
Poza tym czeste nawiazania do dr Freuda, good pancake [with puke - mueheh], i ogolnie b.mila [taka "tryndi i elo"] atmosfera [oczywiscie nie lokalu, tylko ta stworzona przez nas - bo w lokalu to byl zlot palacych czarownic].

Potem maly sparring [z ktorego to oczywiscie ja musialam wyjsc poobijana] oraz film pod wielce wymownym tytulem „Słoń”.No i program o „celebrities uncensored”.Taak.

A dzis duzo czasu poza domem [ale tej nieludzkiej godz. i tak nie wybacze!].Oplacalo sie, nie powiem.”Film” byl swietny – bardzo swietny [mwahahah <:].

A perspektywa konczacych sie ferii mnie zabija.Ghhr.

Idziemy razem przez miasto nucac – On swoje, a ja swoje.I nie obchodzi nas to, co sobie ludzie pomysla.Bo w koncu co im do tego?Jest dobrze – i tyle.

A byloby jeszcze lepiej, gdybym rozwiazala jeden problem [no, scislej rzecz biorac - dwa Problemy].
Ale wszystko w swoim czasie.Tak sadze…

A teraz udaje sie wraz z tatusiem do Breslau, jako ze wypomniano mi, ze spedzam z nim za malo czasu.Hm, czyzby i do niego zawital szekspirowski Greeneyed?

A pewnie, ze mozesz.Tylko jeszcze musze druczek wypelnic, zrobic zdjecie, zaniesc tam-gdzie-trzeba i juz.

Ogolnie, to impreza sie udala nadzwyczaj wspaniale.Bylo milo, ciekawie, zaskakujaco i swojsko.I tylko paru osob [dokladnie sztuk trzech] mi brakowalo.

Dziekuje wszystkim, ktorzy pamietali i tym ktorzy sa ze mna caly czas :*.
No to teraz czekaja mnie podobno najlepsze lata zycia.Taaa.

P.S.
Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze moje postanowienie stracilo z dniem dzisiejszym swa waznosc.Oooops <:.


  • RSS