genro blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

Mi sie zylo przez ostatnie kilka dni.Wiec moze w punktach?

Wtorek:
+ dzien francuski – czyli rewolucja ogarnela, paradoksalnie nie Francje, a piec uczennic III Zakladu Zamknietego w Kal.,
+ dzielnie walczylysmy o chleb [lub ciastka] dla ludu oraz skutecznie psulysmy rozrywke burzuazji [na pokaz mody, wmarsz!],
+ oczywiscie najwazniejszego elementu, czyli „jak to sie robi po francusku?”, zabraklo [damn!:P].

dokumentacja:
klikajjj!
tu tez, tu tez, tu teeez!
no, jeszcze tutaj!

Sroda:
+ taaa…tyle pzrygotowan na marne, tyle niepotrzebnie zszarganych nerwow; w koncu to my jestesmy ci „niepowazni”, eh?,
+ i wieczorne drum’n'bass costam, czyli Muzy welcome to.

Czwartek:
+ perv. games, absynt, czarne glany sa very funny, autografy w dziwnych miejscach i ogolnie nice atmosphere <:,
+ niespelniony trening, niespelniony seans.

Dzis:
+ powrot do starych dobrych czasow, kiedy co sobote lazilo sie po wszystkich sklepach i ogladalo najrozniejsze duperele – i to tylko by two of us,
+ 2 w 1, czyli romantyczne popoludnie zamienione w wizyte kontrolna Wydz. ds Moralnosci, niewolnica isaura podajaca herbate, a potem ponowny nawrot milego nastroju zakonczony artystycznym tatuazem na brzuchu – nie moim, dodam <:.

Moj dylemat zakonczyl sie tym, co na 80% bylo jasne z gory.Szkole wsadzilam kija w oko.A co se bede zalowac.Wprawdzie potrzebowalam pare motywujacych bodzcow…ale wszystko skonczylo sie bardzo dobrze.

Tylko czemu nasza placowka edukacyjna musi byc taka konserwatywna?Idac w wiosennym sloncu ku punktowi docelowemu, minelam 3 grupy licealistow z marzannami.No tak…przeciez my jestesmy tacy „elitarni” [ekhuu ekhu khu khu - az sie zakrztusilam], jak moglam zapomniec?I musimy trzymac fason.Co za zycie.

A tatus ma sweter z promieniami.I ja wcale nie twierdze, ze jest obciachowy [sweter - nie tat].A gdzieee tam!

slonce.

4 komentarzy

W koncu wyszlo.Z tej okazji nawet taras zamiotlam.Jaka ja jestem wspaniala.

Zdarzylo sie duzo.M.in. dwa koncerty, mnostwo spotkan, zalatwiony dowod i w ogole.Uslyszalam pare rzeczy, ktore na zawsze zachowam w glowie [nie napisze w mozgu, bo zaraz podniesie sie bunt, iz takowego nie posiadam].

Tak bardzo, bardzo potrzebuje – przeciez to wiesz.

P.S.
Pochwale sie, ze przyznalam racje Sy.Koniec z narzekaniem.No, moze nie tak definitywnie.Bo czasami to ja lubie sobie ponarzekac.W koncu to Wy mi wypominacie, zem stara.A prawem starosci jest moznosc narzekania.

Oooooj, byla byla.I nic to, ze P. co chwila wybuchal smiechem na widok odcietej nogi, reki czy co tam jeszcze komu odpadalo.
I bylo zajekurwabiscie [again forgiv].Zwlaszcza patrzac na to, co bylo na godz. przed seansem.
A ja musze cos wykombinowac z tym zamykaniem w piwnicy… :*.

Jeszcze tylko pon. i wt., a potem … 5 dni rownego opieprzania sie!Yeah, babe.

Staram sie odganiac od sie te depreche, bo cos mnie ostatnio znowu chce dopasc.Ale ja nie dam sobie w kasze dmuchac i pokaze, ze jestem twarda.Bo jestem, aren’t I?

Pies sie topi, lancuch plywa.

Mam zajekurwabiscie [forgiv to kolokwialne wyrazenie] dosc.
Potrzebuje wolnego.
I potrzebuje…tak.Potrzebuje.Nawet bardzo.Fuck.

Sroda – czwartek:
+ siedzenie w domu,
+ 39 stopni,
+ zbijanie temp. przy pomocy sily woli.

Piatek:
+ 3 sprawdziany pod rzad [no, dokladniej rzecz biorac to dwa],
+ 37 stopni sfingowane na 36,6,
+ nocne wyjscie, czyli Panstwo Dobrobytu.

Dzisiaj:
a dzisiaj moj stan psychiczny nie pozwala mi na napisanie czegokolwiek sensownego.Czuje sie przybita, ew. metaforycznie rzecz biorac, przejechana przez walec drogowy.
Dziekuje panstwu i god, mess up america!


  • RSS