Mi sie zylo przez ostatnie kilka dni.Wiec moze w punktach?

Wtorek:
+ dzien francuski – czyli rewolucja ogarnela, paradoksalnie nie Francje, a piec uczennic III Zakladu Zamknietego w Kal.,
+ dzielnie walczylysmy o chleb [lub ciastka] dla ludu oraz skutecznie psulysmy rozrywke burzuazji [na pokaz mody, wmarsz!],
+ oczywiscie najwazniejszego elementu, czyli „jak to sie robi po francusku?”, zabraklo [damn!:P].

dokumentacja:
klikajjj!
tu tez, tu tez, tu teeez!
no, jeszcze tutaj!

Sroda:
+ taaa…tyle pzrygotowan na marne, tyle niepotrzebnie zszarganych nerwow; w koncu to my jestesmy ci „niepowazni”, eh?,
+ i wieczorne drum’n'bass costam, czyli Muzy welcome to.

Czwartek:
+ perv. games, absynt, czarne glany sa very funny, autografy w dziwnych miejscach i ogolnie nice atmosphere <:,
+ niespelniony trening, niespelniony seans.

Dzis:
+ powrot do starych dobrych czasow, kiedy co sobote lazilo sie po wszystkich sklepach i ogladalo najrozniejsze duperele – i to tylko by two of us,
+ 2 w 1, czyli romantyczne popoludnie zamienione w wizyte kontrolna Wydz. ds Moralnosci, niewolnica isaura podajaca herbate, a potem ponowny nawrot milego nastroju zakonczony artystycznym tatuazem na brzuchu – nie moim, dodam <:.