Czy jakos tak.Ale co racja to racja.Juz sama mysl o tym, ze mialabym opisac tutaj wszystko, co sie wydarzylo, napawa mnie przerazeniem.Za duzo, stanowczo za duzo jak na moja chec pisania.Dlatego oszczedze tego sobie /i przede wszystkim Wam/.Wazne, ze calosc jest w mojej glowie.I tam juz pozostanie doputy, dopoki nie strace pamieci /or smth like that/.

Ostatnio caly czas porownuje przeszlosc z terazniejszoscia.I az dziw mnie bierze, ze w ciagu zaledwie roku tyle moglo sie zmienic.Przeciez w maju 2004 jeszcze…tak, jeszcze.Ciezko w to uwierzyc.Ale wiecie co jest najwazniejsze /nie, nie to, ze swieci slonce, bo obecnie nie swieci/ – to, ze teraz jestem, hm, szczesliwa.Nawet bardzo, powiedzialabym.I niech tak pozostanie.Po wsze czasy.Amen.

Zebralam kolejne dowody na to, ze moja rodzina jest kompletnie stuknieta /ach, te rodzinne wyjazdy/.

Nie moge sie doczekac, kiedy w koncu zakwitna bzy.