Z ta pogoda nam sie wyprawia.Zaczynam miec do niej coraz mniej cierpliwosci.

Impreza tarasowa to byla, przede wszystkim.Ale pohasac na parkiecie tez mi sie zdarzylo.No i dosc dziwna sytuacja tez sie znalazla.Tylko godzina powrotu byla troche za mloda.Ale to pewnie przez to, ze juz za stara jestem.

A dzien nastepny okazal sie rownie mily.M.in. spieprzenie sesji RPG /ja nadal chce byc elfem-dziwka!/, libacje parkowe, spacer w deszczu, Niemcy nie potrafiacy jesc zapiekanek ze Zlotego oraz, oszywisie, powrot do domu na barana.

Co nie zmienia faktu, ze cos sie we mnie kotlowalo.