Teraz musicie sie mnie bac.Bo jestem wielkim-malym groznym wojownikiem /taki strit fajter dla ubogich/.A kymonou stalo sie moim ulubionym strojem.I go z czterech liter jak na razie nie zdejmuje /jednakze nie bylam na tyle odwazna, by isc w nim po miescie – aale – trening czyni miszcza/.

Kasy, szmalu, keszu, pieniedzy, money.Tego mi obecnie najbardziej brakuje.Tyle rzeczy do kupienia, a Mieszkow, Kazimierzow i ktotamjeszczebyl ani widu, ani slychu.Heeeeeh.

Az dziw bierze, ze od pojutrza bede mogla lezec brzuchem do gory…jakiez to bedzie przecudowne.Pozwolcie, ze az zamrucze z radosci.Mrrrrrr.

Popadam w komplexy.Ajem fat, az dej sej.