Na Woodstock.A jakze.Morze czerni i dlugich wlosow – najkrotszy opis owego zjawiska.I jako ze jechal z Lodzi, to nawet i znane twarze widzialam /tylko z imionami gorzej/.

Moje biedno biodro nadal sie leczy po ostrowskim festivalu reggae /nic nie poradze na to, ze ja taka delikutasna jestem/.Ale ogolnie rzecz ujmujac, to impreza byla veri najs.Polowicznie damska i polowicznie koedukacyjna.A jakze pamietna – w koncu na niej przezylam kolejny odcinek z serii „Moj Pierwszy Raz”. Ech, staczam sie.

Jestem dumna z moich pysznych sniadan, na ktore od paru dni skladaja sie babeczki z roznej masci owocami /maliny, jezyny, winogrona/ + sos toffi + bita smietana.Yummy /az wstyd sie przyznac, ze pomysl na nie zrodzil sie ze zwyklego lenistwa/.

A od poniedzialku ‚sayonara~ Kaliszfornio’.Na 3 tygodnie prawie.
Sarbinowo /z P. & Bartolinim – mwahahah <:/ -> Pogorzelica /fimilia rlz/ -> Skorzecin /7, a nie ’8′, kobiet/.
Ohohoh.Jezeli wroce zywa … to bedziecie mogli mi gratulowac.