genro blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

kiedy dorosne.

5 komentarzy

Zostane gothka.Tak jak dziewczynka w filmie „Hide&Seek” /lubimy polskie tlumaczenia/.I moim nowym idolem jest Rob Zombie zajadajacy sie lodami o smaku „tutti-fuckin’-frutti”, a jakze.Doszlam takze do wniosku, iz Paris Hilton jest swietna aktorka.Ale tylko i wylacznie w scenach, kiedy ginie /np.wskutek dostania w leb dragiem, ktory przebija na wylot jej moz…ee…czaszke/.Noc grozy i horrorow udana, chociaz nie az tak straszna /najdarkestniejszym wydarzeniem na sali kinowej byl moj mhrrroczny brat metamorfozujacy sie w tró metala, lat 14, stan wolny – ktoras chetna?/.

aktywna.

3 komentarzy

Pod wieloma wzgledami ostatnio jestem.I mimo, ze jest to meczace, to dobrze mi z tym.Przynajmniej czuje, ze zyje /ba[na]nalne, wiem/.

Oczywiscie jak zwykle mialam tyyyle do opisania, ze az strach.A teraz musze sobie na sile przypominac, co toto bylo, o czym ja to mialam…
Dobra, napisze tak:

+Woolfstock slaby /malo ludu/, muzyka fajna /pogerzy skutecznie utrudniali tanczenie/, sporo person z mojej klasy /pozdro pozdro, źąmy/, troche grozb /a niechby tylko palcem tkneli/, Lan w wydaniu dyktatorskim /nieco poirytowanym opieszaloscia podwladnych/, /naju/kochany P. fundujacy KitKat’a Peanut butter // oraz rownie kochana Sy bedaca fundatorka zapiekanki ze Zlotego /podaruje sobie misia koale ze wzgledow zdrowotnych watlej Sy – ale buzi dam :*/ – co do piatku to wszystko.

+ Sobotni wieczor i noc spedzon byl na celebracji 18. ur. Taury, gdzie choralnie stwierdzilysmy, ze mezczyzni z Asnyka /przynajniej z klasy T./ sa gópi i nie-kólerscy i w ogole.A impreza udana, oj udana – byly tance, swawole hulanki, wodka pod stolem, wodka i wino NA stole, rozmowy /powazne, a jazke/ o zyciu na schodach i te mniej powazne przy stole, obgadywanie i inne duperele.I jak to milo miec milego, grzecznego i ulozonego chlopca przy swoim boku /ekhu ekhu/.

O, pamiec mi wrocila.

melancholia.

3 komentarzy

I nostalgia.Dwie prawie nierozlaczne siostry dopadly mnie dzisiaj zmuszajac tym samym do wielu rozwazan i przemyslen.Ale, o tym to juz szkoda strzepic klawiszy.

Przez ten czas co to mi sie virus zadomowil zdarzylo sie pare rzeczy, nie powiem.Poczawszy od wywnetrzniania i gdybania w burzujskich klimatach C.Caravvki poprzez Budoshow /gdzie dumnie moglam nosic indenta z napisem ‚organizator’, zachwycac sie bosssskim kffysiem i denerwowac mniej boska M./ oraz nieudanym /a jednak/ wyjazdem do Wro.Potem jeszcze rodzinny /czyt.: Tat, P., ja, Max/ wypad do kina na ‚Boogeyman’a’ /to nic, ze tytulowe straszydlo wygladalo jak Zgredek z Pottera/ i inne rzeczy pomniejsze, o ktorych na pewno mi sie zapomnialo.

I jak najbardziej przychylam sie do CKM’owej definicji „industrial’a”.Omatko, never ever /ale cosmy sie wytanczyli, to nasze/.

Taka mala rzecz, a potrafi cholernie zasmucic i zirytowac.A moze to jednak ze mna jest cos nie tak…?


  • RSS