I nostalgia.Dwie prawie nierozlaczne siostry dopadly mnie dzisiaj zmuszajac tym samym do wielu rozwazan i przemyslen.Ale, o tym to juz szkoda strzepic klawiszy.

Przez ten czas co to mi sie virus zadomowil zdarzylo sie pare rzeczy, nie powiem.Poczawszy od wywnetrzniania i gdybania w burzujskich klimatach C.Caravvki poprzez Budoshow /gdzie dumnie moglam nosic indenta z napisem ‚organizator’, zachwycac sie bosssskim kffysiem i denerwowac mniej boska M./ oraz nieudanym /a jednak/ wyjazdem do Wro.Potem jeszcze rodzinny /czyt.: Tat, P., ja, Max/ wypad do kina na ‚Boogeyman’a’ /to nic, ze tytulowe straszydlo wygladalo jak Zgredek z Pottera/ i inne rzeczy pomniejsze, o ktorych na pewno mi sie zapomnialo.

I jak najbardziej przychylam sie do CKM’owej definicji „industrial’a”.Omatko, never ever /ale cosmy sie wytanczyli, to nasze/.

Taka mala rzecz, a potrafi cholernie zasmucic i zirytowac.A moze to jednak ze mna jest cos nie tak…?