Pod wieloma wzgledami ostatnio jestem.I mimo, ze jest to meczace, to dobrze mi z tym.Przynajmniej czuje, ze zyje /ba[na]nalne, wiem/.

Oczywiscie jak zwykle mialam tyyyle do opisania, ze az strach.A teraz musze sobie na sile przypominac, co toto bylo, o czym ja to mialam…
Dobra, napisze tak:

+Woolfstock slaby /malo ludu/, muzyka fajna /pogerzy skutecznie utrudniali tanczenie/, sporo person z mojej klasy /pozdro pozdro, źąmy/, troche grozb /a niechby tylko palcem tkneli/, Lan w wydaniu dyktatorskim /nieco poirytowanym opieszaloscia podwladnych/, /naju/kochany P. fundujacy KitKat’a Peanut butter // oraz rownie kochana Sy bedaca fundatorka zapiekanki ze Zlotego /podaruje sobie misia koale ze wzgledow zdrowotnych watlej Sy – ale buzi dam :*/ – co do piatku to wszystko.

+ Sobotni wieczor i noc spedzon byl na celebracji 18. ur. Taury, gdzie choralnie stwierdzilysmy, ze mezczyzni z Asnyka /przynajniej z klasy T./ sa gópi i nie-kólerscy i w ogole.A impreza udana, oj udana – byly tance, swawole hulanki, wodka pod stolem, wodka i wino NA stole, rozmowy /powazne, a jazke/ o zyciu na schodach i te mniej powazne przy stole, obgadywanie i inne duperele.I jak to milo miec milego, grzecznego i ulozonego chlopca przy swoim boku /ekhu ekhu/.

O, pamiec mi wrocila.