genro blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Przez glowe przelatuja mi na szybko migawki z ostatnich miesiecy. Tyle sie wydarzylo, a ja, as usu, nie kwapilam sie by to udokumentowac. Oh, well, my bad.

Wszystko jak na razie uklada sie dobrze. Zajekurwabiscie dobrze. Chociaz znajac zycie to dobra passa ustanie po swietach – wiadomo, doktryny to nie byle co. Tja.

Love. Love love love. Takie male przytoczenie cytatu z ost komedii Stiller’a.

Zew Krwi. Poslancy. Motel. Polecam, naprawde warto. Nie zawiedziecie sie. Khe khe.

Jak zwykle mam duzo do napisania. I jak zwykle duzo nie napisze. Jest dobrze, chociaz zaczynaja mnie irytowac powroty do Kalisza. Z jednego malego powodu. Tak. Dosc artystycznego, dodam.

Plus – rodzinne zjazdy ssa.

I akurat teraz, kiedy powinnam zaczac w koncu cos robic na uczelni, to zbiera mi sie na zrobienie nowego lay’a. Ach, standardowa procedura odwracania uwagi od tego, co powinno byc na 1st place. Kochamy ja.

Metal God.

Brak komentarzy

Ech. Zadawanie sie ze starymi metalo-gothami /:>/ bywa takie urocze.

Mtaaaa. Bycie singlem. Mtaaaa. No to se nim pobylam. Coz, zycie.

Albo to ja albo aura pokoju l’artist.

Be cool, dude. Fuck yeah!

. . .

2 komentarzy

A teraz! Czas na nasz ulubiony zwrot:

Nigdy. Wiecej. Alco. !!!!11jedenjeden

P.S.
Kocham swoje minimalistyczne notki.

Tydzien pelen wrazen. W pewnym momencie mylily mi sie dni i godziny. Nie mowie, ze nie bylo pieknie. Bo bylo. Ach.

II rok prawa na UWr uelkom tu.

A dzis 30. Chyba czas sie zaczac ciac. Ohohohohoh.

Spokoj umyslu i duszy. Chociaz lekkie zmeczenie podgryza, to mojej psyche na razie niczego wiecej nie potrzeba.

No, moze oprocz paru Tequili Sunrise wiecej.

Bo zycie kaze isc do przodu.

S to the I to the N to the G to the L to the E.

Romanian jagodowki mi sie chce. I kukulczanki. Nawet polish ice tea bym sie napila.

Tylko uczyc nie bardzo. Shit.

Zabinki 2oo7 skladaly sie z:

poczatkowej niecheci do wszystkiego i wszystkich plus uprzedzenia nas przez glupia cnotke-niewydymke do najfajniejszych ziomow na obozie; uczenie Rumunow frazy ‚przelec mnie’; zdziwienia warunkami, bo przeciez kazdy pokoj mial miec wlasna lazienke; ale pojawil sie Dan w reczniku i juz bylo niezle; potem zaczynalo juz byc coraz lepiej, czyli: NO ACTIVITIES /inaczej >> znane z tego, ze nic nie robily oprocz wstawiania na obiad, grania w mizerke, chlania i imprezowania/, karty, alkohol, codzienne imprezy, Wielka Czworka, 3 x V.: Vlad Vlad, Vlad Kangurek i Vlad Russell. Vlad Vlad mial przecudny smiech i moglby byc typowym Dracula. Vlad Kangurek byl swietny we wszystkim /m.in. bilard, ping pong, poker, taniec, football/, sluchal muzyki klasycznej i na pewno ma sluzacego, ktory mowi do niego ‚paniczu’. Vlad Russell robil wszystko jak gwiazda, a gdy obdarzal nas ‚Hello’ to bylo to najwiekszym wydarzeniem dnia. Byl jeszcze i Chewy, dzieki ktoremu moglysmy rzekomo przezyc z Ag „best shaggin’ of our life”, z ktorego jednak wolalysmy nie korzystac. Byli i: wloch inzynier liczacy tylko do 2, wloch cyrkowiec jezdzacy na monocyklu i zonglujacy 9 pileczkami na raz, wloch ze zjebanym gustem, czarnoskory wloch brazylijski, wloch nie dziamajacy po angielsku, ale bedacy championem w biking trial i pol-wloch, pol-anglik bedacy gitarzysta. Kazdy z nich byl uroczy na swoj sposob, chociaz ‚guarde le stelle’ i tak nas nie przekonywalo. Byla ‚krejzolska’ impreza w stylu lat 80, na ktorej Sy miala przekoszmarna sukienke, a Wielka Czworka podbila mi serce swoimi przebraniami. Hugo Boss. U’ve got really nice ass i inne tego typu. Straszny lysy Rumun, ktory sie gapil. I gapil. I gapil. I caly czas sie gapil. I byla kukulczanka, i namiastka malibu i kamikadze od V.R. i vodzia z redbullem. Cymbergaj, bilard. Bloodless safari. G.R.DZ.

Zabinki 2oo8 na bank.

The World is mine.


  • RSS